wtorek, 30 października 2012

it isn't over

Dzień 3
  Tak. Dopiero dzień 3. chociaż mój blog ma już 6. Zaniedbałam... Wiem ... Marny początek. Nie będę się tłumaczyć, bo po prostu czasu nie miałam.
  Cóż mogę opowiedzieć ? Poniedziałek miał być tak zajebisty , lecz w gruncie rzeczy wyszło na niczym... Jak zwykle. Chciałam ... może nie starczyło mi odwagi? Ostatnio , mimo że się poprawiło , to nadal mi się wszystko wali. Już mniej, ale nadal. Nie potrafię tego opanować. Tonę i nie mam się czego łapać. Mogę tylko rozpaczliwie wołać o pomoc i łudzić się, że zjawi się ktoś kto zechcę mi pomóc. Mogłabym niby łapać się koleżanek, przyjaciółki ... Problem jest w tym że wszystkie toniemy .... każda w inny sposób i na inną skale, lecz jednak. Mamy tyle rzeczy do ogarnięcia, a tak mało chęci... Trudno jest w tak ciężkim okresie być samym... Nie ma co trzeba zawsze MIMO wszystko dać radę.
  Mnóstwo nauki, mnóstwo obowiązków ,a w mojej głowie nadal nie takie rzeczy. Nadal ten sam problem z OW. Oczywiście nie zapomniałam się przed nim skompromitować , bo przecież to już standardzik. Raczej nie wywieram pozytywnego wrażenia na ludziach , na których najbardziej mi zależy żeby wypaść dobrze. Najdroższe buty nadal stoją na wystawie , a co gorsza cały czas myślę o tym jak nosi je inna dziewczyna... Niby tego kwiatu pół światu, tylko jak wypić sobie ten jeden konkretny ? Idzie mi w każdym razie coraz gorzej...
 Co do mojej klasy... jest spoko jak na razie poza jednym małym wyjątkiem. Mam małe starcia z jedną dziewczyną, ale raczej mam wylane na nią , bo wiem jaki to typ dziewczyny. Niedługo wyjazd-Berlin ... Nie mogę się doczekać. I chodź wiem, że nie ma szans że mój OW tam pojedzie to jakiś promyk nadziei się we mnie dalej tli. T.z. naiwność : ) Czasem warto się trochę po oszukiwać. Niby nadzieja matką głupich, ale bez nadziei by nie było wielu rzeczy na tym świecie. Jakbyśmy jej nie określili, czujemy że jest ona w jakiś sposób potrzebna ... Przynajmniej dla mnie .
  Już niedługo dłuższy weekend ... nareszcie .... Chce wreszcie odpocząć ... Chce nie myśleć o niczym... che chociaż na chwilę zapomnieć. Z racji że jestem chrześcijanką , pomodle się za wszystkich czytających bloga, choć z pewnością są to bardzo nieliczne osoby :) Pozdrawiam :*
                                                                                   xxx alexix

odkopałam dzisiaj naprawdę stare zdjęcia :) sporo śmiania było, a oto parę z nich:
                                       taki tam misiek :D
moje chomcie :p < 5/6 kl podstaw.> 

takie tam , nie wiem o co chodziło :D <5 kl pods>
i most na moich ukochanych mazurach , na które jeżdżę co roku z moją kochaną kuzyneczką <3



sobota, 27 października 2012

Sleepin' the grey flannel life ....

Dzień 2 
 Dzisiaj całkiem zwyczajny dzień. Wstałam zjadłam śniadanie, ogarnęłam się, w między czasie robiłam jakieś kompletne głupoty, potem posprzątałam trochę ( pół domu jak co każdą sobotę) by następnie móc wyjść na rolki z moją przyjaciółką i kupelom z klasy. Nic nadzwyczajnego się nie działo, padał sobie pierwszy śnieg, było zimno jak diabli , a my jeździłyśmy na rolkach i rozmawiałyśmy. Mimo wszystko nie żałuje. Warto było zmarznąć , by trochę z nimi pobyć. 
  Ostatnio odkryłam, że przez moją dietę mam problemy cerowe. Takie typowo młodzieńcze (jeśli wiecie co mam na myśli) . Nie wiedziałam przez co konkretnie, ale zdecydowanie zaczęło się to gdy poszłam do szkoły. Strasznie mnie to frustrowało, miałam dosyć, nie wiedziałam już co mogę zrobić w tym kierunku . Zaczęłam obwiniać różne potrawy i napoje. Zaczęłam od kawy. Ograniczyłam ją całkowicie ( bo do tej pory była 1-2 dziennie). Pomogło, lecz nieznacznie. Następnie pomyślałam, że to może przez jakiś konkretny owoc. Taki który jadłam co jakiś czas. Nagle coś mnie tknęło i sprawdziłam w internecie. No i jest. Słodycze węglowodany, ostre przyprawy. W tym wieku z tymi skłonnościami , powinniśmy je ograniczać do minimum.  JA głupia jadłam je tonami, myślałam sobie jestem chuda, więc co mi tam-przytyję , może mi się przyda. I znów popadłam w kolejną skrajność - słodycze. Ale teraz postanowiłam jak głosił "święty tekst" przyswajać je w bardzo minimalnych ilościach. No i proszę . Zadziałało praktycznie natychmiast! Od trzech dni odżywiam się "prawidłowo" i jest naprawdę dobrze :) Nareszcie ... Ku mojemu zdziwieniu , nawet moje samopoczucie się poprawiło. Gdy się je rzeczy. które z góry wiemy że nam nie pomogą w żaden sposób, czujemy że może być nam to obojętne. Tak czy siak przytyjemy ... przecież i tak nie ma się dla kogo specjalnie starać . Tak bardzo dobrze znam to uczucie . Ale kiedy już się ogarniemy i zjemy dobrze - tak jak się powinno - nie tylko poprawia się nasze zdrowie , kondycja ( fizyczna i skóry ) ale także i przede wszystkim samopoczucie ;) SPRÓBUJCIE SAMI.    Do tego wszystkiego zrobiłam sobie brwi i wreszcie czuję, że warto ;D Narazie nie ma nic dla czego mogłabym się starać ( bądź nikogo ), ale powinnam zdawać sobie sprawę, że to za każdą chwilę może się zmienić. Koniec tej monotonii . Koniec tej ciągłej depresji. Jeszcze wszystko przede mną!!! 
  Nadal czekam na poniedziałek :) Miłej niedzieli ! :) ;D 
                                                                                     xxx alexix 


parę foteczek zaległych ( bo nowy blog ) :
              takie tam z gór , śmieszna ścieżka , za to bardzo stroma ;)
wyjazd integracyjny, moje lasencje zrobiły sobie wyżerkę z mojej nutelii i krakersików 
a tu jak już widać (na wyjeździe integracyjnym) było gruboo ;) Ale zarąbiście :) Zapamiętam go do końca życia tak myślę  


 


piątek, 26 października 2012

Dla wyjaśnienia...

Jestem tu całkowicie nowa więc wypadałoby wyjaśnić co nieco. Mam tu pisać o moim życiu (tak jak głosi tytuł mojego bloga), co wymaga ode mnie pewnych "drastycznych" kroków. Otóż chciałbym pozostać anonimowa... Dlaczego? Ponieważ na blogu mam zamiar pisać wiele rzeczy których moi znajomi nie powinni widzieć na oczy ;oo. Przynajmniej Ci mniej lubiani znajomi ;) Będę także wstawiać fotki , zarówno mnie samej, jak i moje. Ale o jedno was proszę : nie dociekajcie kim naprawdę jestem ....
     Tu zacznę rozwiniecie.
 Jestem licealistką. Dość typowo jak każda nastolatka mam przyjaciółkę która kocham (<3) i bez której wiele sytuacji bym nie przetrwała ; kumpele ze szkoły , z którymi widzę się codziennie , chodzę do szkoły na sklepy i na fotki ;) ; kumpli których lubię , jednak wiem że nigdy nie będę mówić im wszystkiego oraz tego kogoś , bez kogo życie byłoby prawdopodobnie łatwiejsze, ale raczej nudniejsze - obiekt westchnień... Ktoś   o kim wiem że nigdy z nim  nie będę, ale trudno jest go sobie wyperswadować ...
 Dzień 1
Piątek . Dlaczego wszystkim kojarzy się on  tak pozytywnie? Dla mnie oznacza  początek czekania, nauki i sprzątania. Rzadko udaję mi się myśleć o nim inaczej ... Dla mnie to właśnie tydzień jest sensem egzystencji. Może byłoby lepiej gdyby moje dwie najlepsze kumpele z klasy mieszkały bliżej? Niestety jednak obydwie mieszkają poza granicami mojego miasta, jednie moją przyjaciółkę mam tu na miejscu - na moim osiedlu. Nie spotykam się z żadnym chłopakiem; nie chodzę przymelanżować (taka matka ) i na żadne spędy grupowe, ponieważ większość moich znajomych mieszka za daleko . Cóż ... chyba nigdy nie polubię piątków ...
Dzisiaj jak co dzień byłam w szkole. To właśnie tam po raz pierwszy zobaczyłam mój OW (obiekt westchnień) i chyba dlatego nadal tak bardzo chcę ładnie wyglądać, pachnieć a nawet chodzić . Jestem dość wysoka jak na dziewczynę (175 cm ) więc wiadomo że OW też jest wysoki . Wysoki brunet . Przystojny . Dobrze ubrany . Nawet zajebiście chodzi . I wszystko byłoby takie piękne , gdyby jak zwykle nie stanęła na drodze ona ... jego dziewczyna ... Cóż . Nie znam jej . Nic do niej nie mam . Może nawet byłybyśmy się wstanie polubić ,ale z czystej zasady jej nienawidzę . Co prawda nie byłabym wstanie przyczynić się do rozpadu ich związku , jednakże nie pogardziłabym gdyby zrobili to z własnej inicjatywy . Mogę tylko na to czekać , ale czuję że jest to zbędne . Tak jak w sklepie podchodzę do najdroższych butów , tak i w życiu , podoba mi się zajęty chłopak.
Widziałam go . Nie jest to codziennością , więc wywołało to mój uśmiech na twarzy. Do tej pory wiedziałam tylko  ile jest starszy . Teraz wiem także do której klasy chodzi , ponieważ miał na przeciwko , a po lekcji poszłam i sprawdziłam w planie ... Desperackie powiecie ? No niestety ... u mnie to zachowanie dość często się przejawia . Po co to robię skoro wiem że i tak nic z tego ? Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie. Myślę, iż robię to dla samej satysfakcji wiedzy zdobytej sposobem. I tak mi nic to nie da . Cóż ... nie oczekuję że coś mi to da . Nawet nie oczekuję że kiedykolwiek pozna moje imię ... Ale co zaszkodzi popatrzeć ? ;D
 Moja kupela z klasy także ma OW. Jednakże dzisiaj go nie widziała... Zazdroszczę ... widząc to czego nie możesz mieć , podbudowujesz się tylko i wyłącznie do dalszego desperackiego zachowania , które wdł Cb może Ci w jakikolwiek sposób pomóc ... Nikłe nadzieje niestety ... Podsumowując : nic ciekawego się dzisiaj nie wyważyło ,za to zapowiada się ciekawy poniedziałek <3 Czekam z utęsknieniem na niego , a relacje zdam na bierząco ;)
                                                                                              xxx alexix


parę fotek , zaległych bo nowy blog ;D :  Chorwacja (2011)



Fontanna :
 
mój piesek <3

a to już z dzisiaj , kolorowe końcówki :)

A tu coś z jakże pamiętnej nocki <3








czwartek, 25 października 2012

Początki zawsze są trudne

             Witajcie                        
 Na wstępie nie będę was zanudzać o tym co lubię i jaka jestem . Tego prawdopodobnie, jeśli zechcecie, dowiecie się z mojego bloga . A o czym on będzie? Otóż sama zadaję sobie to pytanie. Nie jest łatwo zacząć coś pisać , nie mając żadnego doświadczenia. Będę starała się pisać większość zdarzeń z mojego życia. Nie wiem czy jest to w stanie kogokolwiek zainteresować, ale chyba warto spróbować. Moja egzystencja bierząca nie jest jako taka ciekawa. Jednak nie będę opowiadać tu tylko o zdarzeniach teraźniejszych. Postaram się wam uchylić rąbka mojego życia także z przeszłości. 
  Ten blog nie powstaje w celu afiszowania się. Chcę móc po prostu gdzieś zapisać rzeczy, o których nie jestem wstanie opowiedzieć komukolwiek...
  Podsumowując : nie chcę was zmuszać do czytania, a nawet namawiać, ponieważ nie pisze tego aby ludzie wiedzieli coś o moim życiu. Przede wszystkim robię to dla siebie. 
  Postaram się codziennie zdać chociaż krótką relację z dnia, ale każdy wie że często nie jest to możliwe. 
Proszę was tylko abyście nie byli dla mnie zbyt krytyczni, ponieważ POCZĄTKI ZAWSZE SĄ TRUDNE...
                                                                                           alexix