piątek, 23 listopada 2012

I believe i can fly

Dzień 9
  Czas . Pojęcie jakże nadzwyczaj względne. Czy mówiąc słowo teraźniejszość , nie należy ono już do przeszłości ?  Czy możemy mówić o szczęściu, jeśli jest ono tylko wspomnieniem. Co tak naprawdę się liczy? Przecież wszystko przemija. Nie ma rzeczy wiecznych. 
  Nie możemy być też wiecznie źli na kogoś. Czas. Tego potrzebujemy żeby zrozumieć. Ale czy to coś daję? Rozumiemy rzeczy, których nie powinniśmy robić. Ale czy można to naprawić? Względnie tak. Mówią, że wystarczy trochę dobrych chęci i czasu. Każdy potrzebuję czasu, a przecież mamy go coraz mniej. Można mówić słowami wprost. Można. Ale jakże cudownie jest gdy ktoś potrafi się domyśleć. Domyśleć czego nam trzeba. Nie jest tego dużo. Każdy z nas ma podstawowe potrzeby, które identyfikują wszystkich ludzi. Pewne podstawy. Gdy potrzebujemy, czegoś tak niezłomnie, jednostki czasowe i przestrzenne, wartości moralne i etyczne, rzeczy materialne i duchowe, jakie one wtedy mają dla nas znaczenie? Co nam dadzą one, skoro nie mamy podstaw? Co zbudujemy bez fundamentów? Możemy spróbować zacząć budować dom na pisaku. Ale przecież każdego dnia, każdej godzinny , musimy liczyć się z tym że może runąć. Właśnie teraz. W tej chwili. 
  Co identyfikuje mnie? Potrzeba miłości , ciepła i zrozumienia. Niby nie dużo. A strasznie trudno znaleźć kogoś kto bez pytań to zrozumie. Nie chce tylko wymagać, spełniania potrzeb. Chce też robić to dla drugiej osoby. Dla wielu osób.
  Pewne konflikty rodzą się z nieporozumień. Nie można się zrozumieć. W takim razie jaki sens mają rozmowy? Jaki sens ma bycie z tą osobą, skoro myślicie innymi tokami. Myślicie innymi słowami. Żyjecie inaczej.
     Pustka , którą zawsze się czuję , gdzieś tam głęboko. Ona nigdy  nie jest łatwa do zapełnienia. Dlatego chyba najlepiej zapełniać ją starymi łatami. Tak jest najprościej. Pytanie jednak brzmi, czy ja też stanowię dla kogoś tego rodzaju pustkę. Czy dla niego, jego codzienność, zaczęła być inna? Gorsza? Czy sens jego dni stał się inny? A na końcu : Czy on sam chce żeby  sytuacja powróciła do dawnego stanu? Cały czas zadaje sobie to pytanie. Rzeczy względne... Jakie one mają teraz znaczenie. Prawdopodobnie gdyby czas się zatrzymał, nie zważyłabym, po prostu nadal trwałabym w tym wiecznym smutku. 
 A więc powiecie : zgoda buduję, niezgoda rujnuję ? Zgodzę się... Teraz jest zupełnie inaczej i nie wiem czy lepiej. Często to robiłam. Dawałam sobie i innym czas żeby  nie działać impulsywnie. Ale już dość tego milczenia, chce żeby innym też zależało, chce być zauważana, CHCE BYĆ POTRZEBNA... 
  Dzisiaj blałe. Tak, dzięki Hugo-potrzebowałam tego. Dałaś mi właśnie to czego potrzebowałam.  Trochę odpoczynku i rozmowy. Już mi lepiej , już mi znacznie lepiej. Chyba podejmę kroki, aby stan rzeczy przywrócił się do dawnego, ale Potrzebuję też widzieć że inni TEŻ  CHCĄ !!! Potrzebuję to widzieć , czy tak trudno to zrozumieć ? Nie widząc tego wiem jedno- to koniec, jest tak gdy ludziom wgl nie zależy.  Jeżeli to prawda , to nie będę żałować że zrobiłam tak a nie inaczej. Ale jeżeli to kłamstwo, fikcja którą sobie wyimaginowałam, osoby którym zależy zrobią wszystko żeby już tak nie było. Wierze w to , naprawdę w to wierze :) 
                                                        pozdrawiam was gorąco - xxx alexix

wtorek, 20 listopada 2012

If you show me your eyes ...

Dzień 8
 Powinnam była zrobić to już dawno. Odwołać się od tego co powiedziałam na początku. Przeznaczenie zadecydowało jednak, że zrobię to właśnie teraz. A więc muszę  niestety znieść zasadę codziennego pisania. Właściwie nie można nazwać tego zasadą, może bardziej postanowieniem. Więc, jeśli już wszyscy wiedzą, że nie ma to miejsca , tak czy siak, to już nie będę niczego obiecywać w tym kierunku. Na razie próbowałam sobie wytłumaczyć, że pisałam na początku, że będzie to w miarę możliwości codziennie, ale nie mogę się tym tłumaczyć, bo czasami jestem po prostu zmęczona i mi się najzwyczajniej w świecie nie chce.  Teraz będę pisała tylko w miarę możliwości.    Po 6 dniach....
   Nie wiem od czego zacząć. Tamten tydzień minął jakoś inaczej. Dni robocze zakończyły się podobnie do wszystkich innych. Mimo, iż miałam iść na noc do mojej ukochanej kumpeli ... nie wyszło , matka mi nie ufa... Zapytała czy nie ma do tego podstaw? Owszem ma... trudno było zaprzeczyć, skoro wiem jak brutalna jest prawda. 2 razy ktoś jej doniósł, że palę fajki. Ostatnio w ostatnie dni wakacji. Hmmm .. powinnam być nadzwyczaj konsekwentna , po tym jak na początku drugiej klasy gimnazjum , sąsiad- nauczyciel przyłapał mnie jak pod szkołą palę papierosa, po czym w domu miałam istne piekło. No niestety, z natury jestem bardzo buntownicza i im więcej się mi zabraniała, tym bardziej ja zakazów nie słuchałam.... Tak to właśnie działa u nastolatków, jednakże "nie pamięta wół jak cielęciem był" dlatego matka zakazuję   nadal. Śmiesznie błędne koło. Pierwsze przyłapanie znosiłam wręcz fatalnie, cała rodzina się ode mnie odwróciła, a ja byłam sama ze swoją nastoletnią złością i rozgoryczeniem. Ale w końcu co nas nie zabiję to nas wzmocni. Złapałam się tej zasady jak najmocniej mogłam i poszłam dalej, przeżywać moje życie. Po roku wróciłam już do całkowitej normy, lecz już bez zaufania matki. Znalazłam nowe koleżanki, lepiej się uczyłam i to o niebo... Jednak w życiu brakowało mi jakieś adrenaliny, sposobu na uwolnienie złości, frustracji i buntowniczości. Wróciłam do papierosów. Najprostszy sposób-przyznam że poszłam sobie na łatwiznę. Nie często je paliłam , może raz na dwa tygodnie, ale co innego miałam zrobić? Moje życie było nudne, w porównaniu z tym co działo się  przed pierwszym przyłapaniem. Co prawda miałam przyjaciółkę, której mówiłam dosłownie wszystko, nie miałam przed nią żadnych tajemnic. Ona przede mną też nie, przynajmniej tak sądzę. Jednak w tej przyjaźni poza szkołą, nie było żadnych spotkań, żadnego wspólnego życia. Na krótką metę nie było to aż tak złe. Ale po pewnym czasie, gdy całe ferie przesiedziałam w domu, sama jak palec, próbując się z nią setki razy umówić, odpuściłam... Sylwester osobno, wakacje osobno, ferie osobno. Tego już nie mogłam jej wybaczyć i chociaż mocno mnie przepraszała, prosiła żebym jej wybaczyła i żebyśmy zostały chociaż koleżankami, bo jak tłumaczyła : " nie da rady, jeśli nie będzie miała się komu wygadać" , odmówiłam jej jakiegokolwiek porozumienia i dałam jasno do zrozumienia, że od tej pory nie mamy ze sobą nic wspólnego. Nie było mi łatwo bo chodziłyśmy do jednej klasy. Ja "przyłączyłam" się do Natalii, która w tamtej chwili bardzo mi pomogła, wyciągnęła ze mną średnią, wpierała mnie psychicznie... Była przyjaciółka zaś, po jeszcze wielu prośbach , odpuściła po paru tygodniach i zaczęła się kumplować z moją inna byłą przyjaciółką.... Tą której nigdy nie znosiła... Sytuacja chyba była naprawdę beznadziejna skoro skłoniła się ku takiemu ruchowi. Moje życie biegło dalej  chociaż codziennie patrzyłam, jak one zaczynają się coraz bardziej spoufalać... Raniło mnie to strasznie, zaczęłam napawać się wątpliwościami, czy zrobiłam dobrze kończąc wszystko... Okropny dołek, zmierzający tylko ku końcu. Wtedy jakoś tak nagle, zaczęłam się kumplować z moją sąsiadką. Ona tez miała przyjaciółkę, tylko że ta jej nigdy nie zostawiała na pastwę losu...
  Nigdy jakoś szczególnie nie przepadałam za jej przyjaciółką, ale pomyślałam raz kozi śmierć... Poznam ją może coś z tego będzie... I naprawdę ku mojemu własnemu zdziwieniu zadzwoniłam do niej i się z nią umówiłam... Wiedziałam że skoro moja sąsiadka tak ją lubi, to musi w niej coś być co i ja polubię. I stało się ... Spotykałyśmy się, polubiłyśmy się , spoufaliłyśmy ... Nie pomyliłam się. Nasze spotkania przybrały na wartości, zaczęłyśmy sobie czasami palić. Raz w tygodniu w porywach. Kupowałyśmy na sztuki i wtedy było naprawdę już dobrze. Moja samoocena podskakiwała, niczego już nie żałowałam, wiedziałam że mam  nową przyjaciółkę, której mogę zaufać. Było niesamowicie dobrze gdy naglę zaczęło się wiele rzeczy pieprzyć. Ale to już opowieść na inne posty. Suma summarum teraz już się z nią nie przyjaźnie, bo gdy matka przejrzała mój telefon, w tym też wiadomości od niej , typu gdzie idziemy palić?- musiałam przyznać matce, że paliłyśmy ... przytłoczona dowodami... byłam bezsilna... Jednak ona nie mogła mi tego wybaczyć, zerwała ze mną kontakt, ( przy mojej nieobecności , nagadały się na mnie z moją sąsiadką- jej przyjaciółką, a po moim powrocie obie na mnie wsiadły) uznała że nigdy się dobrze nie dogadywałyśmy i że nie mamy wspólnych tematów. Wybuchłam , złością i wstąpiłam w  etap wyparcia ... ogl ją zwyzywałam no i się nie miło skończyło. Po trzech miesiącach nieodzywania się do siebie, na moje urodziny napisała mi życzenia z przeprosinami... miły- nawet bardzo- prezent. Nie wiem, tak mi się wydaję że zrozumiała, że nie miała racji, tak naprawdę zawsze się dobrze dogadywałyśmy, zawsze było dobrze... Zaczęła mi opowiadać ile to nowych rzeczy się wydarzyło ... Rozmowa była tak jak dawniej. Lecz na razie jesteśmy w jakże długim i męczącym etapie czekania , aż się spotkamy i to będzie być może dobry pretekst, aby pogadać i wyjaśnić co nieco.
  Wracając do tematu ... Matka nie pozwoliła mi iść na noc... A miało być tak fajnie ... Kurcze... strasznie jestem zła na nią, szybko jej tego nie daruję. Taka prawda że jeśli będę chciała zażyć jakąkolwiek  używkę, to pójdę sobie przed szkołą  i co mi ktokolwiek zrobi? Ona myśli że w jakikolwiek sposób może mnie powstrzymać?! Otóż myli się ! Tym bardziej śmieszne będzie zabranianie chodzenia mi na nocki :/
  Ale nie zamierzałam psuć sobie tym weekendu. W sobotę poszłam z koleżanką do kina na przed świtem cz.2 ( nie powiem- filmik zarąbisty) potem poszłyśmy do MaCa , pogadałyśmy po drodze spotkałyśmy pół naszej szkoły :) Ale nie zmarnowałyśmy tego dnia, naprawdę się cieszę że wykorzystałam go tak, a nie inaczej. Wróciłam do domu po 21, z racji że moi rodzice pojechali sobie na libację do ciotki. Będąc sama w domu z siostrą, przeleniuchowałam sobie pozostały mi wolny czas. Zapewne gdyby nie kolega, który napisał do mnie, zasnęłabym normalnie przed telewizorem. Ale nie. To skończyło się nieco inaczej. Napisał do mnie <kolega> z którym jakoś wcześniej  zamieniłam może z parę mało znaczących zdań. Teraz za to właśnie rozmawiałam z nim , znajdowałam miliony wspólnych tematów i jak nigdy czułam się całkowicie wolna i nie skrępowana w rozmowie z płcią przeciwną. To było takie naturalne, a zarazem miłe :) I tak trwało to i trwało, aż do 5 nad ranem  i zapewne trwałoby i dłużej gdyby nie moja mama , która zobaczyła to i natychmiast kazała mi iść spać :( (w sensie że nie śpię , a nie że piszę z kolegą )  Podziwiam naprawdę mojego kolegę, bo w kontakcie z kobietami jest niezwykle taktowny i odważny :) A w dzisiejszych czasach to niezwykła rzadkość xd  Piszemy ze sb jeszcze od czasu do czasu , kiedy uda nam się zgrać na fejsie tak naprawdę :D
  W niedziele pospałam sobie do 13 i całkowicie nie miałam wyrzutów sumienia przez to :) Poszło gładko, niedziela już z górki, później na 18 do kościoła ... strasznie dziwnie się tam czułam, bo stałam sama przy drzwiach , a wokół mnie sami faceci , mnóstwo ich.. :o Wróciłam , obejrzałam sobie mój ukochany " Czas Honoru" i poszłam spać , zwyczajnie. Poniedziałek normalny , przyszedł chłopak mojej sis , porobiliśmy sobie jak zwykle beke ze wszystkiego (niezwykle zgrana z nas trójka)  Popytali mnie trochę z państw i ich stolic Europy, dzięki nim też dużo się nauczyłam ( 5 dostałam ! :o ) no i było pozytywnie :) Dziś za to byłam sobie aż na trzech lekcjach w szkole, następnie poleciałam z moimi laseczkami na miasto na foty :) Z opowieści wiem że są całkiem przyzwoite, oczywiście więcej tych których byśmy nigdy nie opublikowały nigdzie, ale właśnie za to kocham sesję z Moimi Girlsami <3
     Postaram się aby ten tydzień też nie owiewał nudą, zakończę go godnie :) :*
     A przyznam wam szczerze że z moim samopoczuciem coraz lepiej :) Jest się z czego cieszyć po prostu :) !
                                                                                       xxx alexix


                                            My Baby picture:
a to właśnie robię gdy się uczę mapy Europy ( jak widać skuteczny sposób) : 



A jedno z tych cudeniek, sobie ZROBIĘ , tak myślę , może na osiemnastkę : 






środa, 14 listopada 2012

Some Nights

Dzień 7
   Dawno, dawno temu napisałam posta. Kurcze ... pisanie go codziennie jest jednak niewykonalne. Ale co tam -  nie było nic szczególnego o czym warto było napisać. Nawet dzisiaj, nie za bardzo   mam pomysł na rozwinięcie tematu. Przyznam - w moim życiu nie jest jakoś szczególnie wyjątkowo. Po prostu normalnie. Ale to czasami ta norma dobija nas najgorszej...
   Jest już znacznie lepiej. Przede wszystkim z moim zdrowiem psychicznym. Nadal dzieją się rzeczy, które nie są zbyt pozytywne, ale mam wrażenie, że nabrałam więcej siły do działania. Musze walczyć, muszę ... jeśli teraz się poddam, to ominie mnie w życiu wszystko co jest najlepsze.
  Hmmm... Niemczech. Powiem szczerze, że wyobrażałam sobie to znacznie inaczej. Po pierwsze myślałam, że będą jechali zupełnie inni ludzie... No to pierwszy zawód. Po drugie jechałam w autokarze w jakimś beznadziejnym miejscu, ale z odpowiednimi ludźmi na szczęście, z mojej klasy < powiem szczerze, że nowa szkoła , a ja ich coraz bardziej kocham :3 przynajmniej te znaczną cześć> Po trzecie, myślałam że już w liceum, to będą normalni, dojrzali chociaż nieco bardziej ludzie ( no nie podejrzewałam, że 3-licealiści, się nawalą jak jakieś gimbusy i zaczną rzucać mandarynkami) Trzeci zawód. Ale czy żałuję, zapytacie? ANI trochę. Mimo wszystko naprawdę było to ważne przeżycie, które zapamiętam sobie na długo, długo...
  Nie poszłam we wtorek na spotkanie z kumplem. Tak właśnie ze mną jest. Ale nie powiem, to nie tylko moja wina. On też się nie odzywał. Jakoś tak wyszło. Za to jak dzisiaj wracałam, ( już standardowo po ostatnim wf) i widziałam go. Znów mnie nie poznał  chyba, nie wiem bo nadal nie odpisał (oczywiście od dzisiaj -po tamtym razie w końcu odpisał , na moje szczęście - nie widział mnie) co sprawia, że poważnie zaczynam myśleć nad tym, czy ludzie postrzegają mnie na żywo tak jak na fejsie... (?) No wiecie retusz i te sprawy :D Dobry profil, znaczy ten lepszy chociaż. Może tylko im się wydaję, że jestem jakaś ładna, bo na żywo mnie nie widzieli (?) Jest grupka kolesi, która mnie zaczepia. Ja z reguły nie odczepiam, tylko piszę czy się znamy < o ile nie przypominam sobie , żebyśmy się znali>. Zazwyczaj odpisują nie- ale możemy to zmienić, albo się poznać , albo inna gatka szmatka , na której widok staje się automatycznie niemiła. W każdym razie, tak jest, tak mi się wydaję, że nieco naginają sobie prawdę, używając całej swej wyobraźni, aby ten obraz mnie był nieco inny niż na żywo. Wiadomo - w całej okazałości mnie na fejsie nie zobaczą. Najlepszym tego potwierdzeniem, będzie fakt, że na żywo nie cieszę się takim powodzeniem zaczepek. Nie cieszę się żadnym powodzeniem. To raczej faceci mogą się cieszyć powodzeniem u mnie. Taka jest niestety brutalna prawda, którą jakoś nie sposób zmienić.
  Jeżeli chodzi o konkretny wybór dokonywany przez ludzi, swojej drugiej "połówki"- powiem wam szczerze, że strasznie wkurza mnie to, że ludzie oceniają innych tak strasznie pochopnie, a przede wszystkim tak powierzchownie. Bądź co bądź, ale to nie my wybieramy sobie wygląd. Wiadomo nie od dziś, że jest to tylko i wyłącznie cecha przypisana. Nie możemy nic z tym zrobić( no chyba że wpakujemy mnóstwo kasy w operację plastyczne, ale tak czy siak efekt nie będzie wieczny, ani naturalny, co mnie zupełnie nie interesuję) , a jednak ludzie od razu oceniają po tym człowieka, już w pierwszych sekundach. No i co? przez to mogą odrzucić swoją prawdziwą miłość. Ale cóż... Nie mam prawa nikogo oceniać - wiem to , ponieważ sama robię dokładnie to samo. Nie potrafię tego opanować, to już jest tak odruchowe. Strasznie to przykre. Nigdy nie chce żeby ludzie mnie w ten sposób oceniali, a sama tak postępuję...  W każdym razie , staram się zmienić ten głupi nawyk - trzymajcie za mnie kciuki :3 Będę się samoudoskonalać <nowe słowo, mojego autorstwa>, lecz nie po to  by dążyć d ideału, lecz żeby jakikolwiek człowiek mógł mnie znieść na dłuższą metę. Nie powiem, ale łatwe to nie jest :)
   Życzę temu komuś powodzenia, a jak na razie postaram się go znaleźć :3
                                                                                     xxx alexix

                                         nasze  ukochane butki <3
 takie tam ooo :D Dziwne, ale zawsze muszą być takie :3

zapożyczone 

                                                          <3

środa, 7 listopada 2012

Lady marmalade :3

NO siemankoo ! :p
   Obiecałam , że napiszę po weekendzie , który miał być mega wykańczający. I rzeczywiście taki był. Męczyłam się długo, aby tylko przetrwać do czwartku, a potem już z górki. No i jest! środa wieczór, a ja już jestem cała w skowronkach :3
  Dlaczego do czwartku? Już tłumaczę. Jutro nie idzie się do szkoły < szok , powiedziałam mojej mamię że nie idę w czwartek do szkoły bo chce się wyspać, a ona nawet nie protestowała :o > Więc można powiedzieć, że dzionek wolny. Można , ale nie trzeba :P Piątek w nocy wyjazd do Niemczech :) I'm really excited !!! Tak :D Najważniejsze już kupione, teraz tylko jedzonko, spakować się no i .... i się obrobić się, iść z mamą na zakupy, posłuchać jej kazań n.t. nie pal tam nie pij i zachowuj się! Nie przynieść mi wstydu! NA to moją odpowiedź : Oczywiście, że Ci nie przyniosę mamo < w domyślę : przecież nie będę tego robić aż tak jawnie>  ogarnąć temat jak spać, przygotować żarcie :P No i ruszamy :) BĘDZIE GRUBO !!!
  Najlepsze jeszcze przede mną! W sobotę moje urodziny, więc na wyjeździe opijemy je właściwie :) A po wyjeździe, pójdę sobie na kręgle :P Będzie na pewno bekoowo :) No a już we wtorek spotkanie z moim kolegą z podstawówki. Jeny mam nadzieję że tym razem nie spietram, że znajdę w sobie  tyle odwagi, aby wreszcie się z nim spotkać. Może wydawać się to śmieszne, zapewne takie jest, ale wcale nie jest tak łatwo jak się wydaję. Otóż z tym kolegą piszę sobie już od ponad pół roku, a nie spotkaliśmy się jeszcze ani razu. Przynajmniej w ówczesnym wydaniu. No prawię ani razu. Dzisiaj mijałam go twarzą w twarz, tylko że zauważyłam dopiero jak był już kawałek za mną... Szczerze mówiąc nie wiem co myśleć... Jego mina była co najmniej dziwna, jakby doznał niezłego szoku, n o i wsiadł do autobusu. A jeszcze wczoraj myślałam , że lepiej by było gdybyśmy się nie umawiali po raz setny, a spotkali się przypadkowo. Los dał mi tą szanse. Długo nie musiałam czekać. A nie potrafiłam jej wykorzystać. W ostatniej chwili, właśnie wtedy kiedy chyba uświadomił sobie kim jestem, odwróciłam wzrok. Co prawda miałam takiego zaciesza, że jakoś nie szczególnie chciałam na niego patrzeć. Ponad to byłam w tak ciężkim szoku, że właściwie się ogarnąć nie mogłam :) Jeny ... no a nie wiem co myśleć, bo tak po pół godzinie napisałam mu czy był aż tak zdziwiony? Nic nie odpisał ... Kiedy on zawszę odpisuję... Nie wiem może zawiodłam jego oczekiwania wobec mnie? Niby widział mnie już parę razy, no i niby ładna jestem i dalej chciał się spotkać, ale chyba nigdy tak blisko mnie nie widział. Nie zrozumcie mnie źle ... Moje relacje z nim to tylko kolega-koleżanka... nigdy nic więcej . NAPRAWDĘ ! ja nie chce po prostu . No, ale mimo wszystko jest facetem i nie wiem czy może nie zawiódł się  aż tak bardzo, żeby urwać kontakt... Kurcze jak zwykle popadam w paranoję.... POŻYJEMY ZOBACZYMY :P
  Na razie nie zamierzam się przejmować! Na razie zamierzam całkowicie wyluzować i odpocząć, chociaż trochę! Damy radę- będzie zarąbiście :3 PODOBNO na wyjazd jedzie parę fajnych chłopaków, no ale to jż wam dokładnie powiem po piątku :)  DO przeczytania ! :3

                                                                               xxx alexix

     A tu parę piosenek które w ostatnim czasie zawróciły mi w głowię ! Lov it :3


niedziela, 4 listopada 2012

Welcome to earth

Dzień 5
  Część wielkiego planu. Nie powiem- już wiele zrobiłam. A najlepsze jest to że idzie mi coraz lepiej.
KONIEC DŁUGIEGO WEEKENDU .... :c Nie wypoczęłam sobie wcale. Zarąbiście.
Niestety dziś nie mam co opisywać ... nauka, nauka, nauka ... Za to mam parę fotek < wiem że zamęczam was krajobrazami, ale są to miejsca, które pamiętam i do których z pewnością chciałabym wrócić, nie raz>
                                                                                    xxx  alexix

                             Bośnia i Hercegowina <3
Pieniny , Polska też jest piękna <3

Pieniny :D 

2 lata temu .... kurcze ile rzeczy się zmieniło od tamtego czasu ...

Słowacja :D Dobree piwko nie jest złe <3

Chorwacja :D Nawet nawet to piwko :D 

A Tu jeszcze jedno z pamiętnej nocy :D dziwne , ale zawsze trzeba jakieś dziwne wstawić :D 


piątek, 2 listopada 2012

Diamonds

Dzień 4
  Powiem . Powiem sobie prawdę. Niestety nie jest ona zbyt sprzyjająca... Szczerze mówiąc wolałabym żeby działo się dokładnie na odwrót... Nie jest  za dobrze ... Nie jestem pewna czy to z mojej winy i czy cokolwiek mogę zrobić.
   Zaczynając od początku. Tak naprawdę nie mam pojęcia kiedy się to zaczęło. Smutek i żal wplątał się w moje życie całkowicie niezauważony. Było całkiem normalnie , gdy nagle zdałam sobie sprawę że nie jestem szczęśliwa . Żyje , ale nie rozumiem sensu. Nie jest prosto jak w bajce, ale też nie tragicznie jak w horrorze. Kłótnia z mamą jakoś nie sprzyja mi w tym trudnym okresie. Cały czas chodzę poddenerwowana, jak nieaktywna bomba, wystarczy jeden fałszywy ruch, a wybucham. Chciałabym to zmienić. Próbowałam. Już nawet myślałam, że jest lepiej, gdy uświadomiłam sobie że tak naprawdę nic się nie zmieniło. Ile można się oszukiwać? Miał być to koniec tej melancholii w moim życiu. Ale czy tak naprawdę zależy to ode mnie? Kiedy jest już dobrze , nagle wydarza się coś co psuję dotychczasowy porządek. Tak i stało się tym razem. Nie było idealnie , w sumie było źle , ale jeszcze dało się funkcjonować . Weszłam sobie jak co dzień na fejsa i wszystko byłoby w normie gdyby nie moja spostrzegawczość . Mały niewidoczny post na tablicy , wśród wielu , wielu innych. Ale JA akurat na niego postanowiłam zwrócić uwagę. Chłopak z którym sobie pisałam dawniej , który mi się podobał , dzięki któremu już powoli zapominałam o moim OW, lecz z którym kontakt urwał się nagle i niespodziewanie , piszę , a właściwie to flirtuję non stop , przy każdej okazji z moim klasowym wrogiem. Ona , dziewczyna której (nieelokwentnie pisząc) mam ochotę wyrwać kudły z głowy za to że się na mnie spojrzy. Ona , która już i tak ma za dużo rzeczy które ja chciałabym posiadać ( nie mówię tu o materialnych rzeczach) -piszę z nim. Pod każdym jego postem , lubią każde swoje zdjęcie... wiem żenada , ale to już swoją drogą. Czemu wybrała akurat jego hmmm ? I to odkryłam niedługo po naszym urwaniu kontaktu. Śmierdzi mi to. Może chce się zemścić na mnie? Może ... A może to tylko przypadek a ja popadam w paranoję ... Może ... Trudno jest mi powiedzieć . Ale nie będę siedziała z założonymi rękoma. Nie ... To nie w moim stylu. Jeszcze nie mam sprecyzowanego planu , ale udowodnię że nie mam się czego powstydzić. Bo nie mam . Na nim mi nie zależało , a na nią mam wylane. Co oczywiście nie znaczy, że nic nie zrobię. Może udowodnię jej jak głupia jest? To nie będzie trudne, bo jest głupia. Typowa "blokerska".
Chyba wiedzie jaki typ człowieka mam na myśli. Zero odpowiedzialności , perspektyw na przyszłość i inteligencji. A co drugie zdanie jest n.t. zioła. No cóż ... Powiedzmy że to będzie moja mała zemsta, tak delikatnie a jednak tak dosadnie. Spróbuje. Nie dowiem się jak tego nie zrobię. Nie mam nic do stracenia.
 Narazie mam mnóstwo nauki.... wymieniając: hiszpan- sprawdzian; angol -sprawdzian; polak-praca klasowa; turystyka-sprawdzian z mapy Europy ( ale to dopiero 20 listopada) ; wypracowanie na polski no i prezentacja na inforamtykę ( rozległa, a do tego wszystko muszę napisać sama , bez żadnych pomocy "internetowych" ) no i list formalny na angola ... dobijające. Nie mam pojęcia jak dam radę. Ale jakoś muszę .... Gdyby nie dzisiejszy dzień to bym leżała i kwiczała ... Nic bym nie zdążyła... I chodź jest popołudnie a ja nadal mam tylko spis rzeczy które muszę zrobić, to nie przejmuję się - dam radę. Muszę . Nie mogę wyjść na głupka , muszę o tym pamiętać.
  A więc do zobaczenia , raczej po tym długim i wyczerpującym weekendzie , no chyba że zdarzy się coś godnego napisania, wtedy niezwłocznie opiszę - obiecuję.
 Dzisiaj bez fotek , nic nie zdążyłam zrobić ani znaleźć , chyba rozumiecie :)
                                                                                         xxx alexix
 

wtorek, 30 października 2012

it isn't over

Dzień 3
  Tak. Dopiero dzień 3. chociaż mój blog ma już 6. Zaniedbałam... Wiem ... Marny początek. Nie będę się tłumaczyć, bo po prostu czasu nie miałam.
  Cóż mogę opowiedzieć ? Poniedziałek miał być tak zajebisty , lecz w gruncie rzeczy wyszło na niczym... Jak zwykle. Chciałam ... może nie starczyło mi odwagi? Ostatnio , mimo że się poprawiło , to nadal mi się wszystko wali. Już mniej, ale nadal. Nie potrafię tego opanować. Tonę i nie mam się czego łapać. Mogę tylko rozpaczliwie wołać o pomoc i łudzić się, że zjawi się ktoś kto zechcę mi pomóc. Mogłabym niby łapać się koleżanek, przyjaciółki ... Problem jest w tym że wszystkie toniemy .... każda w inny sposób i na inną skale, lecz jednak. Mamy tyle rzeczy do ogarnięcia, a tak mało chęci... Trudno jest w tak ciężkim okresie być samym... Nie ma co trzeba zawsze MIMO wszystko dać radę.
  Mnóstwo nauki, mnóstwo obowiązków ,a w mojej głowie nadal nie takie rzeczy. Nadal ten sam problem z OW. Oczywiście nie zapomniałam się przed nim skompromitować , bo przecież to już standardzik. Raczej nie wywieram pozytywnego wrażenia na ludziach , na których najbardziej mi zależy żeby wypaść dobrze. Najdroższe buty nadal stoją na wystawie , a co gorsza cały czas myślę o tym jak nosi je inna dziewczyna... Niby tego kwiatu pół światu, tylko jak wypić sobie ten jeden konkretny ? Idzie mi w każdym razie coraz gorzej...
 Co do mojej klasy... jest spoko jak na razie poza jednym małym wyjątkiem. Mam małe starcia z jedną dziewczyną, ale raczej mam wylane na nią , bo wiem jaki to typ dziewczyny. Niedługo wyjazd-Berlin ... Nie mogę się doczekać. I chodź wiem, że nie ma szans że mój OW tam pojedzie to jakiś promyk nadziei się we mnie dalej tli. T.z. naiwność : ) Czasem warto się trochę po oszukiwać. Niby nadzieja matką głupich, ale bez nadziei by nie było wielu rzeczy na tym świecie. Jakbyśmy jej nie określili, czujemy że jest ona w jakiś sposób potrzebna ... Przynajmniej dla mnie .
  Już niedługo dłuższy weekend ... nareszcie .... Chce wreszcie odpocząć ... Chce nie myśleć o niczym... che chociaż na chwilę zapomnieć. Z racji że jestem chrześcijanką , pomodle się za wszystkich czytających bloga, choć z pewnością są to bardzo nieliczne osoby :) Pozdrawiam :*
                                                                                   xxx alexix

odkopałam dzisiaj naprawdę stare zdjęcia :) sporo śmiania było, a oto parę z nich:
                                       taki tam misiek :D
moje chomcie :p < 5/6 kl podstaw.> 

takie tam , nie wiem o co chodziło :D <5 kl pods>
i most na moich ukochanych mazurach , na które jeżdżę co roku z moją kochaną kuzyneczką <3



sobota, 27 października 2012

Sleepin' the grey flannel life ....

Dzień 2 
 Dzisiaj całkiem zwyczajny dzień. Wstałam zjadłam śniadanie, ogarnęłam się, w między czasie robiłam jakieś kompletne głupoty, potem posprzątałam trochę ( pół domu jak co każdą sobotę) by następnie móc wyjść na rolki z moją przyjaciółką i kupelom z klasy. Nic nadzwyczajnego się nie działo, padał sobie pierwszy śnieg, było zimno jak diabli , a my jeździłyśmy na rolkach i rozmawiałyśmy. Mimo wszystko nie żałuje. Warto było zmarznąć , by trochę z nimi pobyć. 
  Ostatnio odkryłam, że przez moją dietę mam problemy cerowe. Takie typowo młodzieńcze (jeśli wiecie co mam na myśli) . Nie wiedziałam przez co konkretnie, ale zdecydowanie zaczęło się to gdy poszłam do szkoły. Strasznie mnie to frustrowało, miałam dosyć, nie wiedziałam już co mogę zrobić w tym kierunku . Zaczęłam obwiniać różne potrawy i napoje. Zaczęłam od kawy. Ograniczyłam ją całkowicie ( bo do tej pory była 1-2 dziennie). Pomogło, lecz nieznacznie. Następnie pomyślałam, że to może przez jakiś konkretny owoc. Taki który jadłam co jakiś czas. Nagle coś mnie tknęło i sprawdziłam w internecie. No i jest. Słodycze węglowodany, ostre przyprawy. W tym wieku z tymi skłonnościami , powinniśmy je ograniczać do minimum.  JA głupia jadłam je tonami, myślałam sobie jestem chuda, więc co mi tam-przytyję , może mi się przyda. I znów popadłam w kolejną skrajność - słodycze. Ale teraz postanowiłam jak głosił "święty tekst" przyswajać je w bardzo minimalnych ilościach. No i proszę . Zadziałało praktycznie natychmiast! Od trzech dni odżywiam się "prawidłowo" i jest naprawdę dobrze :) Nareszcie ... Ku mojemu zdziwieniu , nawet moje samopoczucie się poprawiło. Gdy się je rzeczy. które z góry wiemy że nam nie pomogą w żaden sposób, czujemy że może być nam to obojętne. Tak czy siak przytyjemy ... przecież i tak nie ma się dla kogo specjalnie starać . Tak bardzo dobrze znam to uczucie . Ale kiedy już się ogarniemy i zjemy dobrze - tak jak się powinno - nie tylko poprawia się nasze zdrowie , kondycja ( fizyczna i skóry ) ale także i przede wszystkim samopoczucie ;) SPRÓBUJCIE SAMI.    Do tego wszystkiego zrobiłam sobie brwi i wreszcie czuję, że warto ;D Narazie nie ma nic dla czego mogłabym się starać ( bądź nikogo ), ale powinnam zdawać sobie sprawę, że to za każdą chwilę może się zmienić. Koniec tej monotonii . Koniec tej ciągłej depresji. Jeszcze wszystko przede mną!!! 
  Nadal czekam na poniedziałek :) Miłej niedzieli ! :) ;D 
                                                                                     xxx alexix 


parę foteczek zaległych ( bo nowy blog ) :
              takie tam z gór , śmieszna ścieżka , za to bardzo stroma ;)
wyjazd integracyjny, moje lasencje zrobiły sobie wyżerkę z mojej nutelii i krakersików 
a tu jak już widać (na wyjeździe integracyjnym) było gruboo ;) Ale zarąbiście :) Zapamiętam go do końca życia tak myślę  


 


piątek, 26 października 2012

Dla wyjaśnienia...

Jestem tu całkowicie nowa więc wypadałoby wyjaśnić co nieco. Mam tu pisać o moim życiu (tak jak głosi tytuł mojego bloga), co wymaga ode mnie pewnych "drastycznych" kroków. Otóż chciałbym pozostać anonimowa... Dlaczego? Ponieważ na blogu mam zamiar pisać wiele rzeczy których moi znajomi nie powinni widzieć na oczy ;oo. Przynajmniej Ci mniej lubiani znajomi ;) Będę także wstawiać fotki , zarówno mnie samej, jak i moje. Ale o jedno was proszę : nie dociekajcie kim naprawdę jestem ....
     Tu zacznę rozwiniecie.
 Jestem licealistką. Dość typowo jak każda nastolatka mam przyjaciółkę która kocham (<3) i bez której wiele sytuacji bym nie przetrwała ; kumpele ze szkoły , z którymi widzę się codziennie , chodzę do szkoły na sklepy i na fotki ;) ; kumpli których lubię , jednak wiem że nigdy nie będę mówić im wszystkiego oraz tego kogoś , bez kogo życie byłoby prawdopodobnie łatwiejsze, ale raczej nudniejsze - obiekt westchnień... Ktoś   o kim wiem że nigdy z nim  nie będę, ale trudno jest go sobie wyperswadować ...
 Dzień 1
Piątek . Dlaczego wszystkim kojarzy się on  tak pozytywnie? Dla mnie oznacza  początek czekania, nauki i sprzątania. Rzadko udaję mi się myśleć o nim inaczej ... Dla mnie to właśnie tydzień jest sensem egzystencji. Może byłoby lepiej gdyby moje dwie najlepsze kumpele z klasy mieszkały bliżej? Niestety jednak obydwie mieszkają poza granicami mojego miasta, jednie moją przyjaciółkę mam tu na miejscu - na moim osiedlu. Nie spotykam się z żadnym chłopakiem; nie chodzę przymelanżować (taka matka ) i na żadne spędy grupowe, ponieważ większość moich znajomych mieszka za daleko . Cóż ... chyba nigdy nie polubię piątków ...
Dzisiaj jak co dzień byłam w szkole. To właśnie tam po raz pierwszy zobaczyłam mój OW (obiekt westchnień) i chyba dlatego nadal tak bardzo chcę ładnie wyglądać, pachnieć a nawet chodzić . Jestem dość wysoka jak na dziewczynę (175 cm ) więc wiadomo że OW też jest wysoki . Wysoki brunet . Przystojny . Dobrze ubrany . Nawet zajebiście chodzi . I wszystko byłoby takie piękne , gdyby jak zwykle nie stanęła na drodze ona ... jego dziewczyna ... Cóż . Nie znam jej . Nic do niej nie mam . Może nawet byłybyśmy się wstanie polubić ,ale z czystej zasady jej nienawidzę . Co prawda nie byłabym wstanie przyczynić się do rozpadu ich związku , jednakże nie pogardziłabym gdyby zrobili to z własnej inicjatywy . Mogę tylko na to czekać , ale czuję że jest to zbędne . Tak jak w sklepie podchodzę do najdroższych butów , tak i w życiu , podoba mi się zajęty chłopak.
Widziałam go . Nie jest to codziennością , więc wywołało to mój uśmiech na twarzy. Do tej pory wiedziałam tylko  ile jest starszy . Teraz wiem także do której klasy chodzi , ponieważ miał na przeciwko , a po lekcji poszłam i sprawdziłam w planie ... Desperackie powiecie ? No niestety ... u mnie to zachowanie dość często się przejawia . Po co to robię skoro wiem że i tak nic z tego ? Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie. Myślę, iż robię to dla samej satysfakcji wiedzy zdobytej sposobem. I tak mi nic to nie da . Cóż ... nie oczekuję że coś mi to da . Nawet nie oczekuję że kiedykolwiek pozna moje imię ... Ale co zaszkodzi popatrzeć ? ;D
 Moja kupela z klasy także ma OW. Jednakże dzisiaj go nie widziała... Zazdroszczę ... widząc to czego nie możesz mieć , podbudowujesz się tylko i wyłącznie do dalszego desperackiego zachowania , które wdł Cb może Ci w jakikolwiek sposób pomóc ... Nikłe nadzieje niestety ... Podsumowując : nic ciekawego się dzisiaj nie wyważyło ,za to zapowiada się ciekawy poniedziałek <3 Czekam z utęsknieniem na niego , a relacje zdam na bierząco ;)
                                                                                              xxx alexix


parę fotek , zaległych bo nowy blog ;D :  Chorwacja (2011)



Fontanna :
 
mój piesek <3

a to już z dzisiaj , kolorowe końcówki :)

A tu coś z jakże pamiętnej nocki <3








czwartek, 25 października 2012

Początki zawsze są trudne

             Witajcie                        
 Na wstępie nie będę was zanudzać o tym co lubię i jaka jestem . Tego prawdopodobnie, jeśli zechcecie, dowiecie się z mojego bloga . A o czym on będzie? Otóż sama zadaję sobie to pytanie. Nie jest łatwo zacząć coś pisać , nie mając żadnego doświadczenia. Będę starała się pisać większość zdarzeń z mojego życia. Nie wiem czy jest to w stanie kogokolwiek zainteresować, ale chyba warto spróbować. Moja egzystencja bierząca nie jest jako taka ciekawa. Jednak nie będę opowiadać tu tylko o zdarzeniach teraźniejszych. Postaram się wam uchylić rąbka mojego życia także z przeszłości. 
  Ten blog nie powstaje w celu afiszowania się. Chcę móc po prostu gdzieś zapisać rzeczy, o których nie jestem wstanie opowiedzieć komukolwiek...
  Podsumowując : nie chcę was zmuszać do czytania, a nawet namawiać, ponieważ nie pisze tego aby ludzie wiedzieli coś o moim życiu. Przede wszystkim robię to dla siebie. 
  Postaram się codziennie zdać chociaż krótką relację z dnia, ale każdy wie że często nie jest to możliwe. 
Proszę was tylko abyście nie byli dla mnie zbyt krytyczni, ponieważ POCZĄTKI ZAWSZE SĄ TRUDNE...
                                                                                           alexix