wtorek, 20 listopada 2012

If you show me your eyes ...

Dzień 8
 Powinnam była zrobić to już dawno. Odwołać się od tego co powiedziałam na początku. Przeznaczenie zadecydowało jednak, że zrobię to właśnie teraz. A więc muszę  niestety znieść zasadę codziennego pisania. Właściwie nie można nazwać tego zasadą, może bardziej postanowieniem. Więc, jeśli już wszyscy wiedzą, że nie ma to miejsca , tak czy siak, to już nie będę niczego obiecywać w tym kierunku. Na razie próbowałam sobie wytłumaczyć, że pisałam na początku, że będzie to w miarę możliwości codziennie, ale nie mogę się tym tłumaczyć, bo czasami jestem po prostu zmęczona i mi się najzwyczajniej w świecie nie chce.  Teraz będę pisała tylko w miarę możliwości.    Po 6 dniach....
   Nie wiem od czego zacząć. Tamten tydzień minął jakoś inaczej. Dni robocze zakończyły się podobnie do wszystkich innych. Mimo, iż miałam iść na noc do mojej ukochanej kumpeli ... nie wyszło , matka mi nie ufa... Zapytała czy nie ma do tego podstaw? Owszem ma... trudno było zaprzeczyć, skoro wiem jak brutalna jest prawda. 2 razy ktoś jej doniósł, że palę fajki. Ostatnio w ostatnie dni wakacji. Hmmm .. powinnam być nadzwyczaj konsekwentna , po tym jak na początku drugiej klasy gimnazjum , sąsiad- nauczyciel przyłapał mnie jak pod szkołą palę papierosa, po czym w domu miałam istne piekło. No niestety, z natury jestem bardzo buntownicza i im więcej się mi zabraniała, tym bardziej ja zakazów nie słuchałam.... Tak to właśnie działa u nastolatków, jednakże "nie pamięta wół jak cielęciem był" dlatego matka zakazuję   nadal. Śmiesznie błędne koło. Pierwsze przyłapanie znosiłam wręcz fatalnie, cała rodzina się ode mnie odwróciła, a ja byłam sama ze swoją nastoletnią złością i rozgoryczeniem. Ale w końcu co nas nie zabiję to nas wzmocni. Złapałam się tej zasady jak najmocniej mogłam i poszłam dalej, przeżywać moje życie. Po roku wróciłam już do całkowitej normy, lecz już bez zaufania matki. Znalazłam nowe koleżanki, lepiej się uczyłam i to o niebo... Jednak w życiu brakowało mi jakieś adrenaliny, sposobu na uwolnienie złości, frustracji i buntowniczości. Wróciłam do papierosów. Najprostszy sposób-przyznam że poszłam sobie na łatwiznę. Nie często je paliłam , może raz na dwa tygodnie, ale co innego miałam zrobić? Moje życie było nudne, w porównaniu z tym co działo się  przed pierwszym przyłapaniem. Co prawda miałam przyjaciółkę, której mówiłam dosłownie wszystko, nie miałam przed nią żadnych tajemnic. Ona przede mną też nie, przynajmniej tak sądzę. Jednak w tej przyjaźni poza szkołą, nie było żadnych spotkań, żadnego wspólnego życia. Na krótką metę nie było to aż tak złe. Ale po pewnym czasie, gdy całe ferie przesiedziałam w domu, sama jak palec, próbując się z nią setki razy umówić, odpuściłam... Sylwester osobno, wakacje osobno, ferie osobno. Tego już nie mogłam jej wybaczyć i chociaż mocno mnie przepraszała, prosiła żebym jej wybaczyła i żebyśmy zostały chociaż koleżankami, bo jak tłumaczyła : " nie da rady, jeśli nie będzie miała się komu wygadać" , odmówiłam jej jakiegokolwiek porozumienia i dałam jasno do zrozumienia, że od tej pory nie mamy ze sobą nic wspólnego. Nie było mi łatwo bo chodziłyśmy do jednej klasy. Ja "przyłączyłam" się do Natalii, która w tamtej chwili bardzo mi pomogła, wyciągnęła ze mną średnią, wpierała mnie psychicznie... Była przyjaciółka zaś, po jeszcze wielu prośbach , odpuściła po paru tygodniach i zaczęła się kumplować z moją inna byłą przyjaciółką.... Tą której nigdy nie znosiła... Sytuacja chyba była naprawdę beznadziejna skoro skłoniła się ku takiemu ruchowi. Moje życie biegło dalej  chociaż codziennie patrzyłam, jak one zaczynają się coraz bardziej spoufalać... Raniło mnie to strasznie, zaczęłam napawać się wątpliwościami, czy zrobiłam dobrze kończąc wszystko... Okropny dołek, zmierzający tylko ku końcu. Wtedy jakoś tak nagle, zaczęłam się kumplować z moją sąsiadką. Ona tez miała przyjaciółkę, tylko że ta jej nigdy nie zostawiała na pastwę losu...
  Nigdy jakoś szczególnie nie przepadałam za jej przyjaciółką, ale pomyślałam raz kozi śmierć... Poznam ją może coś z tego będzie... I naprawdę ku mojemu własnemu zdziwieniu zadzwoniłam do niej i się z nią umówiłam... Wiedziałam że skoro moja sąsiadka tak ją lubi, to musi w niej coś być co i ja polubię. I stało się ... Spotykałyśmy się, polubiłyśmy się , spoufaliłyśmy ... Nie pomyliłam się. Nasze spotkania przybrały na wartości, zaczęłyśmy sobie czasami palić. Raz w tygodniu w porywach. Kupowałyśmy na sztuki i wtedy było naprawdę już dobrze. Moja samoocena podskakiwała, niczego już nie żałowałam, wiedziałam że mam  nową przyjaciółkę, której mogę zaufać. Było niesamowicie dobrze gdy naglę zaczęło się wiele rzeczy pieprzyć. Ale to już opowieść na inne posty. Suma summarum teraz już się z nią nie przyjaźnie, bo gdy matka przejrzała mój telefon, w tym też wiadomości od niej , typu gdzie idziemy palić?- musiałam przyznać matce, że paliłyśmy ... przytłoczona dowodami... byłam bezsilna... Jednak ona nie mogła mi tego wybaczyć, zerwała ze mną kontakt, ( przy mojej nieobecności , nagadały się na mnie z moją sąsiadką- jej przyjaciółką, a po moim powrocie obie na mnie wsiadły) uznała że nigdy się dobrze nie dogadywałyśmy i że nie mamy wspólnych tematów. Wybuchłam , złością i wstąpiłam w  etap wyparcia ... ogl ją zwyzywałam no i się nie miło skończyło. Po trzech miesiącach nieodzywania się do siebie, na moje urodziny napisała mi życzenia z przeprosinami... miły- nawet bardzo- prezent. Nie wiem, tak mi się wydaję że zrozumiała, że nie miała racji, tak naprawdę zawsze się dobrze dogadywałyśmy, zawsze było dobrze... Zaczęła mi opowiadać ile to nowych rzeczy się wydarzyło ... Rozmowa była tak jak dawniej. Lecz na razie jesteśmy w jakże długim i męczącym etapie czekania , aż się spotkamy i to będzie być może dobry pretekst, aby pogadać i wyjaśnić co nieco.
  Wracając do tematu ... Matka nie pozwoliła mi iść na noc... A miało być tak fajnie ... Kurcze... strasznie jestem zła na nią, szybko jej tego nie daruję. Taka prawda że jeśli będę chciała zażyć jakąkolwiek  używkę, to pójdę sobie przed szkołą  i co mi ktokolwiek zrobi? Ona myśli że w jakikolwiek sposób może mnie powstrzymać?! Otóż myli się ! Tym bardziej śmieszne będzie zabranianie chodzenia mi na nocki :/
  Ale nie zamierzałam psuć sobie tym weekendu. W sobotę poszłam z koleżanką do kina na przed świtem cz.2 ( nie powiem- filmik zarąbisty) potem poszłyśmy do MaCa , pogadałyśmy po drodze spotkałyśmy pół naszej szkoły :) Ale nie zmarnowałyśmy tego dnia, naprawdę się cieszę że wykorzystałam go tak, a nie inaczej. Wróciłam do domu po 21, z racji że moi rodzice pojechali sobie na libację do ciotki. Będąc sama w domu z siostrą, przeleniuchowałam sobie pozostały mi wolny czas. Zapewne gdyby nie kolega, który napisał do mnie, zasnęłabym normalnie przed telewizorem. Ale nie. To skończyło się nieco inaczej. Napisał do mnie <kolega> z którym jakoś wcześniej  zamieniłam może z parę mało znaczących zdań. Teraz za to właśnie rozmawiałam z nim , znajdowałam miliony wspólnych tematów i jak nigdy czułam się całkowicie wolna i nie skrępowana w rozmowie z płcią przeciwną. To było takie naturalne, a zarazem miłe :) I tak trwało to i trwało, aż do 5 nad ranem  i zapewne trwałoby i dłużej gdyby nie moja mama , która zobaczyła to i natychmiast kazała mi iść spać :( (w sensie że nie śpię , a nie że piszę z kolegą )  Podziwiam naprawdę mojego kolegę, bo w kontakcie z kobietami jest niezwykle taktowny i odważny :) A w dzisiejszych czasach to niezwykła rzadkość xd  Piszemy ze sb jeszcze od czasu do czasu , kiedy uda nam się zgrać na fejsie tak naprawdę :D
  W niedziele pospałam sobie do 13 i całkowicie nie miałam wyrzutów sumienia przez to :) Poszło gładko, niedziela już z górki, później na 18 do kościoła ... strasznie dziwnie się tam czułam, bo stałam sama przy drzwiach , a wokół mnie sami faceci , mnóstwo ich.. :o Wróciłam , obejrzałam sobie mój ukochany " Czas Honoru" i poszłam spać , zwyczajnie. Poniedziałek normalny , przyszedł chłopak mojej sis , porobiliśmy sobie jak zwykle beke ze wszystkiego (niezwykle zgrana z nas trójka)  Popytali mnie trochę z państw i ich stolic Europy, dzięki nim też dużo się nauczyłam ( 5 dostałam ! :o ) no i było pozytywnie :) Dziś za to byłam sobie aż na trzech lekcjach w szkole, następnie poleciałam z moimi laseczkami na miasto na foty :) Z opowieści wiem że są całkiem przyzwoite, oczywiście więcej tych których byśmy nigdy nie opublikowały nigdzie, ale właśnie za to kocham sesję z Moimi Girlsami <3
     Postaram się aby ten tydzień też nie owiewał nudą, zakończę go godnie :) :*
     A przyznam wam szczerze że z moim samopoczuciem coraz lepiej :) Jest się z czego cieszyć po prostu :) !
                                                                                       xxx alexix


                                            My Baby picture:
a to właśnie robię gdy się uczę mapy Europy ( jak widać skuteczny sposób) : 



A jedno z tych cudeniek, sobie ZROBIĘ , tak myślę , może na osiemnastkę : 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz